sprawiły, że na parę chwil zamarłam z wrażenia.
Kontrast czerni i bieli, drapieżne, skórzane i metalowe elementy złagodzone puszystym futrem i piórami, całość prezentująca się niezwykle teatralnie, imponująco. Jest delikatnie, kobieco, ale jest też seksownie i demonicznie. Jedna, spójna kolekcja, a złożona z wykluczających się sprzeczności.
Aleksander McQueen słynął z tego, że na jego pokazach modelki prowokowały nowatorskimi, stylizacjami, wyglądały jak stworzenia z innej rzeczywistości, wręcz kosmicznie. Im było bardziej awangardowo, tym lepiej. Pomysły przechodziły najśmielsze oczekiwania odbiorców i krytyków, a kreacje, fryzury i makijaż były niczym prawdziwe dzieła sztuki nowoczesnej, które często eksponowano na niezwykle widowiskowych pokazach.
Grafitti meets fashion, 1999
Evolutionary shoes, 2009
Wkraczanie w świat stworzony przez projektanta i poznawanie go, było jak
podróż na inną planetę, do przestrzeni gdzie sen przeplatał się z
jawą i fantazja grała główną rolę. Świat wykreowany przez Aleksandra
McQueena był po prostu magiczny.
spring/summer 2008
I chociaż wielkiego mistrza już nie ma, to jego „duch” jest wciąż obecny, bowiem następczyni - Sara Burton potrafi zachwycić w równym stopniu. Co prawda jest nieco mniej spektakularnie, ale nadal tak samo pięknie. Kolekcja jesień/zima 2011/12 została inspirowana chłodem, baśniową postacią Królowej śniegu, dlatego jest taka mroczna, surrealistyczna i niesamowita.
fall/winter 2011/12
I dlatego zrobiła na mnie tak ogromne, piorunujące wrażenie. Wróciły wspomnienia z dzieciństwa, pojawiły się emocje i wielki zachwyt. W moich wizjach potężna władczyni wyglądała inaczej, nie była taka zmysłowa, zbuntowana i nowoczesna, ale to pewnie dlatego, że wyobraźnia dziecka choć kolorowa, ma pewne granice.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz